30. lis, 2015

Kilimandżaro, błękitna tajemnica tajemnic...

Kilimandżaro, błękitna tajemnica tajemnic...

(…) przed nimi stał wielki jak świat, wspaniały, olbrzymi, nieprawdopodobnie biały i błyszczący w słońcu kwadratowy szczyt Kilimandżaro. Wtedy zrozumiał, że tam leci.(…)

Ernest Hemingway Śniegi Kilimandżaro

Zachodzące słońce oświetla moje marzenia. Stoję pod herbem Afryki. Kolory zlewają się w jednolity szary błękit na tle ognistego, afrykańskiego słońca. Góra zasypia. Spokojna i piękna inaczej. Łagodne zbocza zatrzymują się w poziomej linii, z ukrytą tajemnicą wiecznych śniegów w sercu Afryki. Plemiona zamieszkujące jej okolice, uważają ją za świętą. „Ngaje Nga” – tak brzmi nazwa Kilimandżaro w języku masajskim i oznacza „Siedzibę Boga”. Kilimandżaro uważana jest za świętą górę, co nie dziwi nikogo, kto choć raz mógł stanąć na jej szczycie, mając całą Afrykę pod swoimi stopami. Kilimandżaro to wulkan o trzech szczytach. Najwyższy Kibo, czyli cętkowany sięga 5895 m n. p. m, Mawenzi, złamany wierzchołek – 5150 m i Shira 3940 m. Wierzchołek Kibo, wszystko, co wieczne i życiodajne, boskie wcielenie.

Dwa słowa – kilima i njaro tworzą nazwę Królowej Afryki. Pierwsze w języku Swahilli oznacza  góra, drugie njaro w języku Chagga to karawana lub wielkość. A może to władca wulkanu, lodu i śniegu Njaro, demon i bóstwo, strażnik zsyłający kary na tych, którzy wspinali się zbyt wysoko jest tym, który pomimo braku dowodów, że istniał miał wpływ na nazwę wulkanu. 

U podnóża rozciąga się typowo afrykańska sawanna, gorąca i pełna zwierząt. Jasny szczyt od wieków wskazuje drogę, wytycza marzenia. Widok monumentalnej, odosobnionej góry z ośnieżonym szczytem, stanowiącej prawie idealny, symetryczny stożek, wyrastającej nieoczekiwanie na środku zielonej sawanny, kontrastującej z czerwoną glebą, jest olśniewający i niepowtarzalny.

Zjednoczona Republika Tanzanii, państwo powstałe w wyniku unii Tanganiki i Zanzibaru. Graniczy z Kenią, Ugandą, Rwandą, Burundi, Demokratyczną Republiką Konga, Zambią, Malawi i Mozambikiem. Położona w strefie okołorównikowej, o zróżnicowanych warunkach klimatycznych. Od tropikalnych wzdłuż wybrzeża, wyspy Zanzibaru oraz Mafii do umiarkowanych na terenach górzystych.  Ma tylko dwie pory roku – suchą i deszczową. Posiada dostęp do morza, wybrzeże Oceanu Indyjskiego jest najniżej położonym terenem Tanzanii.

Kilimandżaro to góra pochodzenia wulkanicznego. Pozostaje w uśpieniu przy granicy z Kenią, i stanowi centrum Parku Narodowego Kilimandżaro. Unikalna i bogata roślinność tworząca piętra od typowej dla Afryki strefy suchej, poprzez gęstą dżunglę, aż do wysokogórskich łąk i krajobrazu lodowcowego na szczytach kraterów spowodowała, że w 1987 roku park został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.  Tworzy swój własny bujny świat przyrody, otoczony stepem, kontrastując z suchym i bezwzględnym klimatem Afryki.

Znaleziska u podnóży Kilimandżaro, naczynia ulepione z lawy pochodzącej z kraterów wulkanu, świadczą o tym, że teren przed pojawieniem się w XV wieku mieszkającego do dziś tutaj ludu Chagga był zasiedlany. Podobne naczynia znaleziono w okolicach rzeki Njoro, które wiąże się z kulturą Ngorongoro sprzed 2900 lat. Kultura ludu Chagga widoczna jest w wyżłobionych rysunkach na skałach, które mają charakter inicjacyjny oraz ślady fortów w Marangu i Kibosho.

Święta góra. Królowa Afryki. Na straży świętości Kilimandżaro, od XV wieku stoi lud Chagga. Przed wiekami, w poszukiwaniu uprawnej ziemi i schronienia przed wojowniczymi Masajami przybyli na zbocza wulkanu. Odnaleźli swój raj na ziemi, tak inny od pustynnego klimatu nizin, z którego przybyli. Kari ko ruwa, boże podwórko tak do dziś nazywaja to miejsce.

Czy są szczęśliwi? You are not a full human being if you don’t come from Kilimanjaro  - Nie jesteś w pełni człowiekiem, jeśli nie pochodzisz z Kilimandżaro, to motto ich życia. Im wyżej zbocza ktoś mieszka, tym większym szacunkiem cieszy się wśród współplemieńców. Powyżej zamieszkanej strefy, znajduje się strefa tabu, do której mogą wejść tylko ci, którzy uprzednio przeszli specjalną inicjację. Nastąpił tu zatem podział na dwie strefy – dostępną dla wszystkich Chagga oraz zarezerwowaną tylko dla wybranych. Tubylcy wspinali się na wierzchołki w celu zdobycia leczniczej substancji o nazwie ikata.

Lud Chagga obecnie to 400 klanów, bogate plemię dzięki uprawie kawy, o wysokim standardzie edukacji. Z tego ludu wywodzi się wielu polityków, lekarzy i nauczycieli.  

Jeden z najbardziej charakterystycznych krajobrazów dla całego kontynentu afrykańskiego. Sfera sacrum, mity i legenda roztaczane wokół afrykańskiej królowej były, są i będą inspiracją dla pisarzy, malarzy i filmowców.

Kto raz przekroczył równik jest innym człowiekiem! Wracam myślami w przeszłość. Śniegi Afryki. Kilka lat temu, będąc w Arushy nawet nie pomyślałam, że wrócę tu, pod afrykańską królową gór, stojącą samotnie wśród sawanny. Samotną zarazem dumną i będąca marzeniem wielu.

Marzę o cofnięciu czasu.
Chciałabym wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu.
Jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach.
Pójść w innym kierunku. To tylko mała garść życia....czy to tak wiele! Kiedy coś uparcie gaśnie, wierz iskierce nadziei! To takie ważne w życiu!

Słońce  zaszło. Słyszę głosy afrykańskiej sawanny. Afryka śpiewa. Każda pora  dnia to inne dźwięki. Jestem jednym z nich, wchodzę w afrykański krąg życia. Realizuję marzenia. Szukam drogi, która zaprowadzi mnie do celu. Wyruszam w nieznane, dokąd zaprowadzi ta droga? Kim będę? Czy zrealizuję marzenia? Zaczynam szukać odpowiedzi….. Każdy ma swoje Kilimandżaro.

Dzień pierwszy. Lotnisko Warszawa Okęcie. Wylatujemy do Addis Abeby a następnie do Tanzanii. Grupa zróżnicowana wiekowo. Jedziemy w 4 osoby. Pilot, który stara się nas ogarnąć i my, trójka która nie zdajemy sobie sprawy, co nas czeka. Przyglądamy się sobie. Każdy z nas zastanawia się, kto jest kim? Czy podoła trudom wyprawy? Przed nami długi lot. Mam czas na przemyślenie wielu spraw. Patrzę w okno samolotu. Kłębiaste chmury, przybierają różne kształty….. Zamykam oczy. Jednostajne odgłosy lecącego samolotu powodują, że powieki robią się ciężkie. Zasypiam. Śnię o stworzeniu Kibo i Mawenzi.

Kibo i Mawenzi były żonami Ruwa, najwyższego boga w wierzeniach Chagga. Mawenzi zabrakło opału, który postanowiła przynieść z domu Kibo. Kiedy dotarła do jej domu, okazało się, że był to czas posiłku. Według tradycji Chagga oznaczało, że trzeba zostać w odwiedzanym domostwie i się posilić. Po zjedzeniu śniadania u Kibe, leniwa Mawenzi, która nie lubiła gotować postanowiła zawrócić na kolejny posiłek. Skłamała niczego nie świadomą Kibo, że drewno na opał wpadło jej do rzeki. Zabrała kolejną wiązkę drewna i po posiłku odeszła. Jednak zachęcona gościnnością Kibo, Mawenzi wróciła po jakimś czasie po raz trzeci. Widząc drugą żonę Ruwa, dla którego właśnie przygotowywała posiłek, Kibo wpadła w szał. Pobiła i oszpeciła Mawenzi, która zawstydzona zarówno swoim uczynkiem jak i wyglądem, ciągle chowa się w chmurach, a obrażona Kibo odwróciła się do niej tyłem i tak oba wierzchołki wyglądają do dzisiaj.

Dzień drugi. Za nami udany lot. Docieramy do hotelu. Wieczorem kolacja,  omówienie trasy i programu wyprawy. A potem długie Polaków rozmowy!

Dzień trzeci. Jesteśmy w Moshi. To nieduże miasteczko położone kilkadziesiąt kilometrów od Kilimandżaro. To też nasza baza wypadowa na Kili i kilkudniowe safari, które zaplanowaliśmy po zdobyciu dachu Afryki. Dzień relaksu i pierwszy spacer po dżungli po zboczach Kilimanjaro, podczas, którego miejscowy przewodnik opowiada nam o otaczającej przyrodzie, zwierzynie, a także przygotuje specjalnie dla nas przedpołudniową kawę ze swoich zbiorów, opowiadając nam o procesie jej wytworzenia.

Po krótkim odpoczynku ruszymy w stronę wodospadu Materuni, gdzie spędzamy wspaniałe chwile zażywając kąpieli i rozkoszując się otaczającą nas Afryką. Po południu powrót do hotelu, przygotowania przed wyruszaniem na trekking na szczyt Kilimandżaro. Wieczorem dojeżdża druga grupa z Polski. Pilot – Agnieszka Bielecka, kobieta która jest doświadczonym pilotem wycieczek i znana himalaistką. Wieczorne spotkanie przedłuża się. Tyle mamy wspólnych tematów, słuchamy z zainteresowaniem opowieści Agi. Ale pora spać. Przed nami długa droga do marzeń.

Dzień czwarty. Zaczynamy wyprawę. Przed nami około 7 godzin marszu, odległość do pokonania prawie 11 kilometrów. Nasz dzień zaczynamy wcześnie rano od śniadania, a następnie ruszamy busem do bram Parku Kilimandżaro. Na szczyt prowadzi kilka szlaków – Shira, Lemosho, Machame, Umbwe, Marangu i Rongai. Idziemy drogą Machame. Trasa bardzo popularna, gdzie w sezonie 2011/12 odnotowano 22 102 wejścia. Nie wymaga rezerwacji miejsc w schroniskach. Śpimy w namiotach jednoosobowych, mamy grube materace, dodatkowo każdy wyposażony jest w koc termiczny.

Po rejestracji w urzędzie i przygotowaniu sprzętu przez przewodników i tragarzy – ekipa liczy 22 osoby, rozpoczynamy naszą przygodę na zboczach królowej Afryki. Pierwszy odcinek prowadzi nas przez las deszczowy, a biegnąca przez niego ścieżka jest miejscami błotnista. Jak sama nazwa wskazuje – las deszczowy, nie obyło się bez deszczu. Do obozu Machame na wysokość 3020 m n.p.m. docieramy późnym popołudniem. Obozowisko juz czeka na nasze przybycie wraz z ciepłą herbatą i kawą. Kolacja – zupa warzywna, pieczone ziemniaki, smażony kurczak, warzywa gotowane i upragniony sen. Na tej wysokości temperatura w nocy spada do zera.

Dzień piąty. Wstaje kolejny dzień. Za nami zimna noc. Kubek gorącej herbaty, śniadanie – tosty, omlety z warzywami, pieczone kiełbaski, zupa mleczna. Przed nami 6 godzin wspinaczki, mamy do pokonania prawie 6 kilometrów idziemy w stronę Shira Camp na wysokości 3847 m. Życie jest piękne. Pniemy się do górnej części lasu, a następnie przez 2 godziny ścieżką o łagodniejszym nachyleniu idziemy przez wrzosowiska. Po krótkim lunchu i odpoczynku, idziemy skalistą granią na płaskowyżu Shira. Na tym odcinku widzimy już Western Breach z ze wspaniałymi lodowcami. Stąd po krótkiej wędrówce docieramy do Shira Camp na wysokości 3847m n.p.m. W nocy temperatura spada poniżej zera, więc musimy się ciepło ubrać przed zaśnięciem.

Dzień szósty. Początek dnia podobny do pozostałych. Miska ciepłej wody, śniadanie, napełnianie butelek wodą i robienie herbaty do termosów. Zmęczenie daje się we znaki. Uśmiech przewodnika tanzańskiego i naszego z Polski oraz tragarzy pozwala zapomnieć o czekających nas trudach dnia. Do pokonania mamy odległość 11 kilometrów w czasie 7 godzin. Dzisiejsza trasa poprowadzi nas pod Lava Tower, osiągniemy wysokość 4642m po około 5 godzin wędrówki. Jest to zdecydowanie ciężki odcinek szlaku. Po obiedzie schodzimy na wysokość 3984m do obozu Barranco. Zejście trwa około 2 godzin i na tym odcinku trasy możemy delektować się wspaniałymi widokami i zachodem słońca. Osiągnięcie przełęczy pod Lava Tower pozwala na lepsza aklimatyzację. Kolacja i odpoczynek.

Dzień siódmy. Po nocy w obozie Barranco  na wysokości 3984 m ruszamy do ostatniego obozu przed atakiem szczytowym, Barafu Camp 4681 m. Po drodze mijamy obóz w dolinie Karanga. Po 8 godzinach docieramy do mety. Do szczytu zostało nam około 1214 m. Wczesna kolacja około 19 i do spania. W ciągu 8 godzin pokonujemy trasę 9 kilometrów.

Dzień ósmy. Ostatni dzień próby zmierzenia się z marzeniami. Wstajemy około 23:30 i po rozgrzewającej herbacie i ciastku typu herbatnik ruszamy na szczyt. Nocna wędrówka do Stella Point położonego na krawędzi krateru, do którego docieramy o świecie, nie jest łatwa. To dla mnie najtrudniejszy odcinek całej trasy. Noc, zmęczenie i brak powietrza daje się we znaki. Idziemy nie krok za krokiem a stopa za stopą. Mam problem z własną świadomością. Fizycznie jest OK. Jednak coś we mnie pęka, nie pozwala dalej iść. Czuję ogromne zmęczenie. Robię 15-20 stóp i odpoczynek. Zasypiam oparta na kijkach. Polski polot dzielnie walczy z moim otępieniem. Zagrzewa do dalszej walki. Jest obok mnie. Wlewa do mnie ogromne ilości herbaty, którą bez przerwy wymiotuję. Na Stella Point zaczynamy odczuwać ogromne i zimno. Zegarki pokazują temperaturę , na którą nikt z nas nie był przygotowany. Jest – 28 stopni. Dlaczego tak zimno! Ze Stella Point czeka nas 2 godziny drogi na Uhuru Peak. Droga prowadzi  przez lodowiec. Główną przeszkodą dla zdobywających szczyt jest rozrzedzone powietrze. Powyżej 5000 metrów raczej nikogo nie omija ogólne osłabienie, zdarzają się też zawroty i bóle głowy, bóle żołądka.

Jesteśmy na szczycie. Zmęczeni ale bardzo szczęśliwi. Łzy spływają po zmarzniętych policzkach. Szczęście, zmęczenie, świat wiruje mi przed oczami. Jest cudownie. Ze szczytu roztaczają się bezkresne widoki na morze chmur pokrywające gorący kontynent. Różowo – błękitny lodowiec, monumentalny, piękny. Marzenia się spełniają. Czy jestem innym człowiekiem – chyba tak. Wygrałam walkę z własnymi słabościami. Przewartościowałam moje życie – teraz dzielę je na przed i po Kilimandżaro. Na szczycie jesteśmy 4 może 5 minut. Niska temperatura i złe przygotowanie sprzętu spowodowała całkowite rozładowanie baterii w telefonie komórkowym i aparacie fotograficznym. Zrobiłam kilka zdjęć! Ale ten moment wyobrażałam sobie inaczej.

Ruszamy w drogę powrotną do Barafu Camp, którą pokonujemy w 3 godziny.  Docieramy do obozowiska. Nadal myśli kołują się w głowie. Zmęczenie ustępuje. Odpoczywamy, rozmawiamy o przeżyciach związanych z dzisiejszym dniem. To nie koniec na dzisiaj, przed nami ostatni etap. Schodzimy do Mweka Camp  na wysokość 3090 m. Trasa nie jest trudna, droga prowadzi nas przez wrzosowiska na skraj lasu. Docieramy do obozowiska, czeka na nas gorąca herbata i wspaniała kolacja.

Dzień dziewiąty. Ranek wita nas wspaniałą pogodą. Każdy z nas z dziwnym zamyśleniem spogląda w stronę królowej Afryki. Góra oddala się coraz bardziej. O czym myślimy? Co chcemy zachować w pamięci?  Nie czas jednak na marzenia. Po śniadaniu czeka nas 6 godzinny spacer malowniczym odcinkiem szlaku do bramy parku, gdzie będzie serwowany pyszny gorący obiad! Po obiedzie wracamy do Moshi gdzie czeka nas gorący prysznic, kolacja i uroczystości z przewodnikiem i tragarzami naszej wyprawy!

5 dni safari

Po śniadaniu transfer na Safari. Jedziemy  jeepami do Parku Tarangire, Lake Manyara, Serengeti.  To będzie wspaniałe przeżycie w obcowaniu z dzika naturą. Park Narodowy Serengeti, Ngorongoro, i Masaj Mara leżący na granicy z Kenią, to największy obszar chroniony i najbardziej zróżnicowany pod względem dzikiej zwierzyny obszar na Ziemi. W jego granicach można obserwować jeden z ostatnich wielkich systemów migracyjnych w nienaruszony stanie.

Serengeti to klejnot w koronie parków Tanzanii. Na jego obszar składa się łączni  około 14% powierzchni kraju. Każdy dzień kończyć się będzie spektakularnym zachodem słońca, który obserwować będziemy z lodge.

Po safari powrót do Moshi i nocleg w hotelu. Rano wylot do kraju.