Nad brzegiem rzeki Omo

4. gru, 2015

Plemię Karo

Najprawdopodobniej najmniejszą i najbardziej zagrożoną grupą etniczną nie tylko w dolinie Omo, ale i w całej Etiopii jest lud Karo albo Kara należący do ludów omockich. Jego liczebność to zaledwie około tysiąca osób, plemię zamieszkuje podobno tylko trzy wioski i jest zagrożone wyginięciem. Jednak to oni są mistrzami malowania ciała. Używają do tego naturalnych barwników, a ich dekoracje zazwyczaj naśladują cętki perliczek. Stanowią jedno z najbarwniejszych plemion zamieszkujących południową Etiopią.

W dobrych czasach, wcale nie tak dalekich, plemię Karo zamieszkiwało tereny po obu stronach rzeki Omo. Dzisiaj jednak czasy się zmieniły i Karo muszą dzielić brzegi rzeki z innymi plemionami. Na szczęście zanikły już gwałtowne walki pomiędzy sąsiadami o dostęp do ziemi i wody. Dziś żyją spokojnie i fascynują swoją kulturą.

Nad Omo bydło i kozy to bogactwo i prestiż społeczny. Jeżeli mężczyzna nie posiada swojego stada nie może się ożenić, bo nie ma, czym zapłacić za żonę. W czasie suszy panuje głód, wówczas można krowę sprzedać na targu i kupić zborze lub ściągać krew i mleko i w ten sposób przeżyć najtrudniejszy okres. Bydło traktowane jest jak kapitał w banku a krew i mleko to odsetki, które ratują życie.

Lud Karo opanował sztukę zdobienia ciała białymi wzorami, w której osiągnął prawdziwe mistrzostwo. W czasie świąt najbardziej popularnym motywem jest kropkowane upierzenie ptaka gwinejskiego. Ludzie Karo potrafią tak zmienić swój wygląd, że trudno rozpoznać, czy są istotami ludzkimi, czy jakimiś nieznanymi stworzeniami. Sposobem na upiększenie kobiecego ciała jest przekłuwanie brody tuż pod górną wargą i umieszczanie w niej ozdoby przypominającej długi kolczyk. Podobnie jak u Hamerów kobiety z plemienia Karo zdobią swoje ciało bliznami - w nacięcie na skórze wcierany jest popiół, aby w trakcie gojenia rany powstało zgrubienie.

Wśród dziewczynek Karo istnieje intrygujące przekonanie, że aby być piękną, należy wyrwać dolne przednie zęby. Mimo, że po zabiegu utrudnione jest gryzienie kukurydzy i mięsa, dziewczynki wybijają zęby nawet wbrew woli rodziców. Potem mogą zacząć nosić kolejną ozdobę - gwóźdź w dolnej wardze. Zwyczaj ten jest wyrazem ich odwagi, dzięki któremu czują się piękne.

Wioska Karo to zaledwie skupisko chat z patyków i traw rozrzuconych na piaszczystym placu. Wiatr wznosi tumany kurzy a słońce grzeje tak mocno jakby zbliżyło się do Ziemi na odległość kilku metrów, w oddali wijąca się wśród szczytów urwiska wstęga rzeki Omo. Wioska położona jest na bardzo wysokim brzegu w zakolu Omo na wysokim klifie. Roztacza się z niej wprost fenomenalny widok na okolicę i rzekę. Stąd widać jak rzeka pięknie zakręca w różne strony, jak wije się niczym wąż po okolicy i jaka jest olbrzymia. Jest pięknie, na polach rosną zboża a nurt rzeki jest spokojny. W porze deszczowej do wioski nie można dojechać. Gdy padają deszcze wioska właściwie zamienia się w osadę na środku „morza” błota.

Karo również, podobnie jak Hamerowie są bardzo przesądni i wierzą w mingi, czyli inaczej w pech. Wiele plemion na południu Etiopii wierzy, że to zły omen, jeśli dziecko urodzi się zdeformowane, z nieprawego łoża albo górne ząbki wyrżną się wcześniej niż dolne. Tradycja wymaga, by zostało uśmiercone, zanim, mingi się rozprzestrzeni. Rodzice niekoniecznie chcą już przestrzegać rytuału zabijania w imieniu mingi, jednak presja społeczna jest wciąż bardzo silna, zwłaszcza w starszym pokoleniu. Czasami zdarza się, że dziecko zostaje porzucone w buszu z ustami wypełnionymi ziemią (aby mingi się nie wydostała). Czasem zostaje wrzucone do rzeki. Rząd Etiopii toczy rozmowy z Karo na temat zakończenia tej praktyki. Wydaje się, że skoro Hamerowie porzucili już tą tradycję tak samo postąpią i Karo. Jednak wszystko zależy nie od przepisów i rządu tylko od starszyzny plemiennej, która musi porzucić magię i przesądy.

Źródło: własne doświadczenia podczas podróży po Etiopii, Internet

4. gru, 2015